Nasze ubrania mówią o nas znacznie więcej, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Chodząc po domu, szczególnie w jesienne wieczory możemy sobie przecież pozwolić na niedbały, żeby nie rzecz „przypadkowy” dobór ciuchów, byleby było nam ciepło. Natomiast wychodząc do pracy, na spotkanie, bądź randkę, zależy nam na ubiorze schludnym i miłym dla oka osób obserwujących nas z zewnątrz. Jeszcze inaczej prezentujemy się idąc na koncert, do kina lub na konwent, pokazujemy wtedy swoje oddanie ulubionej grupie muzycznej, bądź przynależność do konkretnego fandomu.

koszulki z nadrukiem

Ubrania zdradzają cechy charakteru

Koszulki z nadrukami często kojarzyć się mogą z czymś obciachowym, pokroju „Najlepszy Wujek Na Imprezie” czy „Jestem Księżniczką, Nie Wchodź Mi W Drogę”. Na szczęście osób z tego typu „kwiatkami” na koszulkach widuję coraz mniej, zdecydowanie częściej trafiają się wzory, które mają sobą reprezentować coś więcej, dzięki którym, można sobie wyrobić o kimś pozytywne pierwsze wrażenie.

Moda na ciuchy z logotypami lub cytatami związanymi ze znanymi youtuberami trwa w najlepsze, niesłabnącą popularnością cieszy się odzież patriotyczna (choć wiąże się z nią sporo kontrowersji). Spacerując ulicami latem widywałem bardzo dużo ludzi, którym marzy się by otrzymali list z Hogwartu, którzy chcieliby niczym Luke Skywalker zostać Jedi, lub marvelowskim superbohaterem. Być może zabrzmi to zabawnie, ale wydaje mi się, że kibicowanie konkretnym postaciom jak Superman, Batman, Spider, Hulk czy Thor nosząc ich symbole na piersi może dawać mglisty, ale jednak, wgląd w cechy charakteru „nosiciela”.

W zależności, jakie wartości cenimy w życiu z takimi bohaterami się identyfikujemy i tym samym w pewnym sensie mówimy „jestem odważny”, „jestem odpowiedzialny”, „jestem silny” itp. I przede wszystkim udowadniamy otoczeniu, że niezależnie od wieku nie zabijamy w sobie wewnętrznego dziecka.

 

Z koszulek się nie wyrasta

Nasze wewnętrzne dziecko nie pozwala nam się rozstać z noszeniem koszulek z zabawnymi nadrukami, bądź wizerunkami lubianych postaci fikcyjnych lub rzeczywistych. Słyszałem wielokrotnie, że z takich rzeczy się wyrasta i przejawem ekstrawagancji jest noszenie rozmaitych haseł czy logotypów po przekroczeniu, no, powiedzmy, czterdziestego roku życia. Jeśli rezygnuje się z pewnego rodzaju manifestu swojej osobowości na rzecz bycia zupełnie zwyczajnym, to znak, że ewidentnie coś w nas umarło.

Oczywiście niektóre nadruki na koszulkach bywają modne tymczasowo, nasz język (z naciskiem na ten, którym posługują się internauci) ulega ciągłej ewolucji, szczególnie memiczne wzory szybko ulegają dezaktualizacji i zaczynają podpadać pod „coś obciachowego”. Swego czasu widywało się rozmaite „trollfejsy”, „foreveralone’y” czy inne „challengeacceptedy”, ale zostały one wyparte przez bardziej ironiczne hasła, lub po prostu bardziej dojrzałe i uniwersalne. Z drugiej strony powszechnie używane powiedzonka, które mają już swoje lata, takie jak na przykład „Shit Happens”, czy „I don’t give a fuck”, które może i nie są zbyt wymyślne, ale po prostu świetnie brzmią po dziś dzień, no i są po „amerykańsku”, a my jako klienci jednak mamy do takowych słabość.

Ciekawym zjawiskiem są też koszulki odnoszące się do dni tygodnia i stosunku do tego, że jednak trzeba pracować. „I hate mondays”, czy inne „czwartek to mały piątek” to nic innego jak ironiczny stosunek do trudów życia codziennego. Lub, z innej mańki, że już za chwilę, już za momencik, będzie można poimprezować, odpocząć. I muszę przyznać, że jak widzę osoby w takich wdziankach, to gdzieś tam wewnętrznie podzielam ich przygnębienie i frustrację lub zajawkę, że zaraz piątek, piąteczek, piątunio. Niby nic wielkiego, a jednak w jakimś stopniu wpływa na nastrój.

 

Coś jak podziemny krąg

Koszulki Deadpool

Jeszcze innym przypadkiem manifestu osobowości są koszulki klubowe. Klub z założenia jest społecznością hermetyczną, mającą swoje zasady. I choć kluby potrafią być ogromne i przeistaczać się w fandomy, to i tak pozostają w pewnym sensie elitarne. Żyjemy w czasach, w których interesować możemy się całą masą zjawisk. Słowo „popkultura” ma obecnie o wiele bardziej globalne znaczenie niż kiedyś, a eklektyzm XXI wieku sprawił, że nikogo już nie dziwi fan Władcy Pierścieni zasłuchujący się w hip-hopie lub metalowiec oglądający anime.

Kiedy internet zaczął by powszechnie dostępny w niemal każdym domostwie, zaczęliśmy szukać nowych możliwości komunikowania się oraz podpowiadania innym ludziom, czym się interesujemy. Obserwując rozmaite fora poświęcone popkulturze coraz częściej zauważam te poświęcone właśnie przynależności do swego rodzaju elity, grupy, gdzie instynktownie poszukujemy osób do nas podobnych. Pierwsze wrażenie robi więc nasz awatar i to, jak na nim wyglądamy. Ileż to razy czytałem komentarze, od których mogły narodzić się długie sieciowe, ale też i rzeczywiste znajomości: „ale masz fajną koszulkę”, „świetny zespół”, „też oglądam ten serial”, a wszystko za sprawą właściwego nadruku.

 

Ekstrawertyk, introwertyk, ekstrawagant

Poza samą treścią, na T-shircie warto też zwrócić uwagę na jego… kolor. Sam lubuję się najbardziej w zwykłych, czarnych ciuchach z logotypami ulubionych kapel, lecz będąc na konwentach lub po prostu ogarniając ludzi na ulicach widzę, kto na pierwszy rzut oka chce na siebie zwrócić uwagę. Jaskrawość, wielobarwność, intensywność koloru zwykle kojarzy mi się z osobami otwartymi, o barwnych życiorysach, krzykliwym charakterze. Topienie się w czerni lub szarościach, raczej skłania mnie do powierzchownego oceniania ludzi jako skrytych, wycofanych, nie lubiących brylować w otoczeniu. Oczywiście to są banały, wyświechtane frazesy i stereotypy, bowiem nie szata zdobi człowieka, lecz, jak to się mówi, „coś w tym jest”.

 

Nie wyrzucajcie wspomnień!

Wiem, że koszulki z nadrukami będę nosić tak długo, aż nie będę w nich wyglądać na tyle groteskowo, że nawet mojej wewnętrzne dziecko mi nie pomoże. I Wy też je noście, bowiem fajnie gdzieś w tłumie wyłowić potencjalną bratnią duszę, z którą można zbić pionę i zamienić kilka słów choćby przez chwilę. Ach! Zapomniał bym o najważniejszym! Koszulki mają szalenie wielką wartość sentymentalną i nawet jeśli przestajecie je nosić to ich nie wyrzucajcie tylko ukrywajcie gdzie się da. Znaleźć koszulkę sprzed lat, z którą wiążą się jakieś wspomnienia? Doświadczenie absolutnie bezcenne!

To jest wersja demonstracyjna sklepu do celów testowych— Zamówienia nie będą realizowane. Zamknij

Pin It on Pinterest